Co łączy Światowy dzień zdrowia, pszczoły i tusz do rzęs ?

W drodze do Rossmana, w Światowym Dniu Zdrowia spotkałam pszczoły i kwiaty. Kwiaty nie mówiły pszczołom „te dam ci nektaru, ale tylko jak zapłacisz” pszczoły nie leciały po pożyczkę do banku, aby zapłacić kwiatkom, a następnie podnieść cenę miodu, widząc, że ludzie go teraz bardzo potrzebują. Czy my tak możemy egzystować ? Niestety nie … ponieważ my codziennie wyceniamy pracę ludzką. Zasada jest przy tym prosta: im ktoś ma więcej kompetencji i odpowiedzialności, tym jego wynagrodzenie wyższe. To niestety w dziwny sposób nie sprawdza się w polityce, administracji, sektorze naukowym, medycznym … dlaczego ? Do dupy płace i ciągłe zbulwersowanie narodu, że np. politycy, lekarze, naukowcy, psycholodzy, ekonomiści itd mają zarabiać. Czy wiecie, że Mateusz Morawiecki jako prezes dużego banku zarabiał w dwa dni tyle, ile dziś zarabia jako premier sporego europejskiego państwa… nie będę tu porównywać zarobków lekarzy, chłopaków w pogotowiu, naukowców i youtuberów, bo mija się to z celem, jednak mechanizm, system wartości, który istnieje teraz, według mnie jest max wadliwy i to że w rządzie premie dostali wszyscy, niemal po równo, nawet ci, których większość społeczeństwa uznawało w kolejnych sondażach za szkodników Polski… służba zdrowia nie dostała teraz nic … jest chore i demoralizujące.

Po drodze do Rossmana, obserwując naturę, miałam też takie przemyślenia :
Jeśli ktoś powie mi, jeszcze raz, że mam czuć wdzięczność za wszystko co mi się przydarzyło, to przestaje się do tej osoby odzywać. Jeśli ktoś ma basen i dom na hektarach, w którym bawi się z rodziną i twierdzi, że to co się dzieje jest zajebista lekcją dla świata wyrzucam ze znajomych za brak empatii i dysocjacje ! Jedną z największych traum jest strata zdrowia, pracy, bliskiej osoby, wolności. Według mnie to co się dzieje to wyzwanie, jakiego ludzkość jeszcze nie przeżyła, katastrofa podobna do globalnej wojny, czyli doświadczenie mega traumatyczne, kreujące niepotrzebne cierpienie i straty w ludziach.

Wierze, że sobie poradzimy, z tym wyzwaniem, zbudujemy odporność psychiczną i immunologiczną, jednak do tego potrzebujemy naprawdę genialnej współpracy międzynarodowej i zmiany struktury geopolitycznej, finansowej świata, a także innej prewencji niż tylko izolacja. Potrzebujemy przebudzenia się unii europejskiej i dialogu między naukowcami, z obu dziedzin zdrowia i ekonomii. Balansu pomiędzy teorią naukową i realnym życiem. Stworzenia listy priorytetów. Wielkiej auto refleksji.

Aaaaa i nie przyjmuje do wiadomości, że inni bardziej cierpią, bo to jak porównywanie bólu kogoś kto ma depresje, z bólem kogoś kto ma zapalenie wyrostka… to poprostu nie ma sensu. Wszyscy czujemy ból, wielu z nas w tej sytuacji cierpi i miejsce nie jest ważne. Cierpimy tak samo w Warszawie, Afryce, Włoszech, USA itd. Każdy w inny sposób, mniej lub bardziej widoczny. Nikt w większy lub mniejszy. Poprostu inny.

Według mnie życie nie jest sprawiedliwe i nigdy nie było, niektórzy mają więcej, niektórzy mniej, niektórzy rodzą się zdrowi, niektórzy chorzy. Porównywanie, zawstydzanie siebie i innych, udawadnianie sobie i innym, że my w Europie czy USA jesteśmy konsumpcyjni i „never good enough”prowadzi do nikąd.

Odwrotnością tego mechanizmu jest akceptacja. Akceptacja np. faktu, że jesteśmy różni, wielu z nas lubi dobrze zarabiać, wydać kasę na ładne ciuchy, bo w nich czuje się pewniej, bardziej sexy. To fragment dbania o siebie, mała przyjemność dzięki której regulujemy emocje, mamy siłę żyć i pomagać innym, także tym głodującym w Afryce.

A na koniec proszę nie wysyłać mi artykułów o tym, że matka Ziemia nas ukarała i karze i to lekcja do odrobienia. Według mnie matka Ziemia nie jest psychopatką, socjopatką i może popełniła błąd coś mutując, ale napewno nie w celu ukarania kogokolwiek, zwłaszcza lekarzy i starszych ludzi.

Ahhhh i jeszcze jedna rzecz według mnie nie ma wojny my kontra Ziemia, lub natura, poprostu my jesteśmy jednością, Ziemią i naturą, która jest pełna błędów i erupcji, ale także piękna i kreacji.

Nie ma wojny my politycy, poprostu my dokonaliśmy złych wyborów, pozwolili jako społeczeństwo, aby polityka była źle opłacanym zawodem, wykonywanym często przez przypadkowych ludzi nie specjalistów.

Wierze że ludzie, zwierzęta, drzewa, ptaki itd. staramy się jak umiemy najlepiej i poprostu czasem coś spierdzielimy zapominając o tym co jest największą wartością ….

a, co nią jest ?

tą odpowiedź pozostawiam Wam i jestem ciekawa waszych odpowiedzi.
Dla mnie to nie szczęście, nie pieniądze, tylko życie w zgodzie ze sobą, z własnym sumieniem, to także odporność, aby płynąć pod prąd, stabilne poczucie własnej wartości, które pozwala mi powiedzieć cenię swoje życie i czas, ciężko pracuje i nie zgadzam się na przemoc, miernotę, słabe zarobki.

Zajebistego dnia, wam życzę… i nie wiem jak wy ja
idę włożyć fajną kieckę, wytuszować oczko, pomedytować i zaplanować co mogę zrobić, aby pomimo wszystko rozwijać się, budować swoje życie i wesprzeć innych w rozwoju i budowie lub odbudowie.

Szczerze próbowałam zostać mnichem, pozbyć się wszystkiego i w pewnym momencie zrozumiałam asceza nie jest dla mnie, jest niezgodna z moją kreatywną naturą i podobnie jak kobiety, które w czasie drugiej wojny światowej chciały mieć pończochy, ja marze o nowej sukience. Sukienka, pończochy nie wykluczają działania na rzecz wspólnoty, one pomagają zachować zdrowie psychiczne i fizyczne.

Dzięki Eliza Krakówka za fotę. Twoje zdjęcie przypomniało mi jak ważne jest życie, kwiaty, miłość, nadzieja i siła. Twoja przyjaźń jest warta fortunę !

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s